Kiedy czegoś gorąco pragniesz,
to cały Wszechświat działa potajemnie,
by udało ci się to osiągnąć.
-Paulo Coelho
"Uznanie związku małżeńskiego za nierozerwalny to prowokacja do zbrodni" /Napoleon Bonaparte/. Niewykluczone, że - by od zbrodni uciec - małżeńskie więzy zrywa, dla współmałżonki niespodziewanie i nagle, niejaki Laszlo /nieobecny na scenie cieleśnie, ale de facto główny bohater czy spirytus movens babskiej komedii - z partyturą na kobiece trio/. Laszlo to jedyna postać męska /widoczna tylko z ekranu/ w "Zazdrości". /.../ Dlaczego zażywny pięćdziesięcioparolatek Laszlo po latach opuszcza połowicę? "Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość jest tą, która trwa najkrócej" /Molier/ - to jeden z możliwych powodów, ale przyczyną może być i to, że "Każdy mężczyzna po czterdziestce jest łajdakiem" /Georg Bernard Shaw/. Niejakim wytłumaczeniem dla Laszlo mogłaby być myśl złota: "Złe kobiety są nie do zniesienia, dobre - nudne" /Oskar Wilde/. Dlaczego Laszlo pozostawał w związku z poślubioną Helen aż tak długo? "Przeciętny mężczyzna bardziej interesuje się kobietą , która interesuje się nim, niż kobietą, która ma piękne nogi" /Marlena Dietrich/. Do czasu jednak, do czasu... W windzie apartamentowca natyka się Laszlo na atrakcyjną, /z nogami do szyi/ mieszkającą na ostatnim piętrze, panią architekt, a że "Siłą kobiet są słabostki mężczyzn" /Wolter/, ulega Laszlo wdziękom /znacznie młodszej od Helen/ Yany i przeprowadza się do niej /parę pięter powyżej Helen/. Na kilka miesięcy ledwie. Potem ląduje Laszlo u młodziutkiej studentki hinduistyki, buddystki i wegetarianki Irys. Skacze po piętrach apartamentowca jak nienasycony pasikonik. Jest bowiem Laszlo typem mężczyzny przechodniego - przechodzi nie tyle może z rąk do rąk /z objęć w objęcia? z łóżka - przez łoże - do materaca/, co z jednego kobiecego "stanu posiadania" w inny kobiecy "posiadania stan". W swojej komedii Vilar czyni zeń nie podmiot, ile "przedmiot" zabiegów bohaterek. Tak, tak... zabiegów, pertraktacji, targowań, przeciągań liny i struny, słownych potyczek, ciosów, sztychów i pchnięć - panie zapalczywie prowadzą ze sobą intensywną, emocjonalną korespondencję, z zastosowaniem stylów klasycznych i "wolnej amerykanki". Z pełnymi egzaltacji inwokacjami: "Szanowna...", "Droga...", "Miła...", "Najdroższa...". I z inwektywami (tu zmilczę). Przyznają się i wyznają, jak na spowiedzi, czym potwierdzają tylko, że "Żadna kobieta nie powiedziała nigdy całej prawdy o swoim życiu" /Isadora Duncan/. Kłamią? Kłamią! Widz nie wini ich jednak za to, gdyż "Kobiety kłamią z takim wdziękiem, że w niczym nie jest im tak do twarzy jak z kłamstwem" /Georg Gordon Byron/. Tak trwa ten "trójmecz" do pewnego momentu, o którym mawiał Sacha Guitry: "Dwie kobiety zawsze się w końcu porozumieją kosztem trzeciej". W ostatecznej rozgrywce - z koalicją Helen i Yany - o Laszlo /mającego branie jak dorsz poza okresem ochronnym/ buddystka Iris podaje tyły, kwitując swą klęskę soczystym, mało niewieścim, oświadczeniem... Spektakl powoli nabiera właściwego tempa jak długodystansowiec, artystki energicznie "biorą wiraże", "wychodzą na proste", starają się - na przemian - wyprzedzać o pierś. Współpracują w scenicznej sztafecie znakomicie. Przekazują "pałeczkę" /tzn. Laszlo/ perfekcyjnym podawaniem dialogowych /ciągle korespondencyjnych/ ripost. Niezaprzeczalny prym w tej damskiej aktorskiej stawce wiedzie Joanna Żółkowska (Helen), której - twierdzę nie od dziś - lepiej udają się role z umocowaniem komediowym. Mniej coraz spotyka się aktorek, które dowcip wciśnięty w zdanie proste potrafią "obrobić" i podać równie apetycznie. A z monosylaby obtoczyć intonacyjną perełkę. Finalny monolog wspartej na łokciu Helen-Żółkowskiej, patrzącej rankiem na Laszlo - swą odzyskaną "zdobycz" - to druzgocąca kpina z mężczyzny, który oto - w okamgnieniu - przestał być motorniczym tramwaju zwanego pożądaniem. Helen-Żółkowska błyskawicznym zabiegiem osiąga efekt, że praktycznie obojętny dla widza Laszlo, staje się Laszlem be! Wręcz Laszlem fuj! Helen poczuła, że nie ma już o kogo być zazdrosna. A przecież zazdrość była ostatnimi czasy całym motorem, całą siłą jej życia! Przecież Helen Laszlo kochała, jak więc to możliwe? "Zazdrość - to cień miłości. Im większa miłość, tym większy cień" /Magdalena Samozwaniec/. Co się stało z cieniem? Helen, łaknąc zazdrości /jak tlenu!/ błaga... o pomoc... Yanę!.. Katarzyna Taracińska-Badura gra bezwzględną, chłodną i wyrachowaną zdobywczynię, wykorzystując lodowaty, acz ponętny seksapil. "Architektoniczną" konsekwencję w zawłaszczaniu Laszla argumentuje zgrabnie - już to z warstewką cynizmu, już to z jadowitą, ale polukrowaną słodyczą głosu. Dzięki takiej nieodpartej, zasugerowanej przez aktorkę argumentacji postaci, część męskiej widowni prawdopodobnie gotowa jest Laszla rozgrzeszyć... I nie mam pewności, czy patrząc na panią Katarzynę, panowie zgodziliby się z Marcelem Proustem, co to apelował: "Piękne kobiety pozostawmy mężczyznom bez wyobraźni"... Damski tercet - jako buddystka Iris - dopełnia Anna Kózka. I jest to dopełnienie akuratne. Pani Ania z gracją zastyga w lotosie, rozbraja niewinną minką dziewczątka nie dostrzegającego problemów, gdzie ich dostrzegać nie ma co, daje publiczności darmowe korepetycje z przekazywania - na różne sposoby, zależnie od kontekstu - "znaku pokoju". Przy okazji mamy okazję przekonać się, że wegetarianizm wcale nie musi prowadzić do anoreksji... Trójkobiecość z Laszlem w tle wypada całkiem strawnie, a z menu męsko-damskich oczywistości oczywistych publiczność dobywa kąski pozwalające na uśmiech i śmiech. Trójkobiecość z opowiastki Esther Vilar bawi i uczy. Wykłada o "Zazdrości"... Dlaczego Helen "nie odpuściła" w odzyskaniu Laszlo? "Najdłużej kochamy tych właśnie, co nas porzucają. Może dlatego, że czujemy do nich coś w rodzaju wdzięczności" /Michał Choromański/. Dlaczego Laszlo /biedaczek/ powrócił do Helen? "Niezależnie od tego ile lat liczy, kobieta nigdy nie jest martwą naturą" /Edgar Degas/. A na poważnie? - "Kobiety bez towarzystwa mężczyzn więdną, a mężczyźni bez kobiet głupieją" /Anton Czechow/. Nieustających rozkwitów i mądrości Państwu życzę. ""Zazdrość" o mężczyznę przechodniego zagrana przez tercet babski
Krzysztof Rozner
www.kulturalna.warszawa.pl
Link do źródła
08-04-2009
| |||||||||
| Piątek 18.05.2012 | 30 | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | ||
| 7 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | |||
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | |||
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | |||
| 28 | 29 | 30 | 31 | 01 | 02 | ||||
Bilety można też zamawiać pisząc na adres
bilety@wojart.pl
Jeśli chcesz otrzymywać wiadomości o najnowszych spektaklach i eventach zapisz się do naszego newslettera:
Copyright 2010 by WOJART | All rights reserved | Webdeveloped by: VENDITA & Studio-stron.pl
Rozliczenia transakcji kartą kredytową i e-przelewem przeprowadzane są za pośrednictwem Centrum Rozliczeniowego Dotpay